| Główna | Bibliografia | Książki | Źródła | Idee | Dokumenty | Czytelnia on-line | Kontakt | Księga Gości |
"Rzeczywistość wirtualna jest z jednej strony przedmiotem zainteresowania wąskiej grupy inżynierów, z drugiej funkcjonuje jako ciekawostka w poplarnej literaturze, filmie i prasie. Chciałbym również wykazać, że może również być zajmującym, choć bardzo nowym obszarem refleksji humanistycznej. Aktualność nie powinna być zresztą tamą dla rozważań choć z pewnością ich nie ułatwia. W końcu, jak zauważył Dilthey, 'wypada czekać końca historii, by ogarnąć materiał w jego całości'; tyle zaś czasu nie mam".
Książka ta powstała jako rozprawa doktorska i została ukończona w roku 1997. Celem jaki postawił sobie autor było opisanie rzeczywistości wirtualnej jako medium służące komunikacji. Argument, który usprawiedliwa wybór takiej perspektywy jest jego zdaniem negatywny. Po prostu inne spojrzenia wydają się w danej chwili mniej właściwe, np. ujęcie socjologiczne jest jeszcze przedwczesne i popychać musi rozważania w stronę futurologii, zaś ujęcie estetyczne grozić może anachronizmem.
Praca rozpoczyna się od omówienia definicji rzeczywistości wirtualnej. Autor zalicza do niej dość różnorodne zjawiska: systemy umożliwiające zanurzenie uczestnika w strumienniu bodźców (np. hełmy wirtualne, rękawice wirtualne), systemy desktop virtual reality (wykorzystujące standardowy monitor i wzglednie specjalne okulary), zręcznościowe gry komputerowe (np. Doom), MUD-y i gry przygodowe (rozciągające się pomiędzy grami RPG a IRC-ami). Stawia to autora przed koniecznością określenia differentia specifica rzeczywistości wirtualnej. Specyfika rzeczywistości wirtualnej polega więc na tym, że wrażenie przebywania w innym świecie uzyskuje się dzięki interaktywności systemu. Użytkownik czuje się obecny w zmediatyzowanym środowisku nie wyniku złudzenia zmysłowego czy narratywizacji, ale wskutek możliwości działania, analogicznej do działania w normalnym świecie. Rzeczywistość wirtualna opiera się na interakcji, która zanurza użytkownika w fikcyjnym świecie.
Następnie po umieszczeniu swoich rozważań w ogólniejszej perspektywie kilkudziesięciu lat badań nad komunikacją, autor przechodzi do opisu wirtualnej rzeczywistości wykorzystując klasyczny trójczłonowy model komunikowania ( nadawca - przekaz - odbiorca), mimo wysuniętych przeciw temu modelowi pewnych zastrzeżeń. I tak jeśli chodzi o nadawcę Piotr Sitarski skłania się ku poglądowi, że rzeczywistość wirtualna jest podobna do innych mediów audiowizualnych jak film czy telewizja, gdzie trudno mówić o indywidualnym autorstwie. Różnicę dostrzega w sposobie narracji; wprowadza pojęcie wielkiego programisty z jego tzrema własnościami: tworzy on środowisko umożliwiające interakcję, posługuje się przy tym procedurami cyfrowymi i sam nie bierze w tej interakcji udziału.
W przypadku drugiego członu klasycznej komunikacji autor waha się przed użyciem pojęcia tekstu czy przekazu, tytułując rozdział po prostu: Pomiędzy nadawcą a odbiorcą. Swoje rozważania koncentruje wokół tekstualności i narracji w przekazie rzeczywistości wirtualnej i różnic w stosunku do innych mediów (np. poprzez hipertekst)
Rozważania o odbiorcy umiejscawia autor wewnątrz sporu o to czy rzeczywistość wirtualna jest szansą na powiększenie obszaru wolności jednostki (popularny pogląd akademicki i technokratyczny) czy też prowadzić będzie raczej do nowych form manipulacji (katastroficzni publicyści i twórcy literatury i filmu sf).
Książkę tę warto polecić tym wszystkim, którzy znając już obszerną literaturę rozważającą szanse i zagrożenia ukryte w wirtualnych światach, pragnęliby spróbować analizy opartej na faktach a nie wartościach i prowadzonej pod rygorem systematyczności. To iż praca ta była rozprawą doktorską nie powinno odstraszać potencjalnych czytelników, gdyż napisana jest przejrzyście, a niezrozumienie niektórych fragmentów nie przeszkadza w przyswojeniu sobie całości.
Książka ta w swoim zamierzeniu wypełnić ma lukę pomiędzy Billem Gatesem a Stanisławem Lemem, pomiędzy dziecięcym, aroganckim entuzjazmem technokraty a pesymizmem filozofa. (...) Książka ma głęboko humanistyczną wymowę, co jest tym bardziej przekonujące, że autor nie jest z wykształcenia humanistą, którego można by posądzić o obronę traconych pozycji, lecz inżynierem mającym praktyczne doświadczenia zarówno w pisaniu programów komputerowych jak i projektowaniu sprzętu.
Pomimo wspomnianej humanistycznej wymowy, jak i lekkiej, popularyzatorskiej formuły przyjętej przez autora, "szanujący się" polski humanista poczuje się zapewne przytłoczony mnogością informacji na temat zasady działania tranzystora, ilości bramek w pojedyńczym chipie, różnicach między przekazem analogowym a cyfrowym czy fizycznych podstaw budowy materii. Wciąż bowiem w polskich środowiskach humanistycznych panuje moda (zupełnie niezrozumiała np. dla Japończyków) na licytowanie się, kto miał w przeszłości większe trudności w szkole z zaliczeniem matematyki... Jest to potrzebna lekcja pokory dla kasty ludzi snujących śmiałe wizje dotyczące społecznych konsekwencji gwałtownego rozwoju technologii informatycznych.
Zwraca uwagę propozycja ciekawego spojrzenia na internet. Jest on dla Ch. Jonschera swego rodzaju krokiem wstecz w rozwoju komputerów a przynajmniej dotychczas dominującej filozofii tego rozwoju. Rozwój sieci łączącej miliony użytkowników spycha bowiem na margines trwający dotąd wyścig o to kto zbuduje potężniejszy komputer, szybszy, lepiej spełniający wymogi stawiane przed sztuczną inteligencją (AI). Tak oto technologia wraca na właściwsze sobie miejsce, czyli komunikatora pomiędzy ludzkimi mózgami. Przesyła ona miliardy scyfryzowanych danych, które dopiero człowiek potrafi zamienić na informację a następnie wiedzę, poprzez nadanie im znaczenia. Autor stoi bowiem na stanowisku, że każdy z nas dysponuje potężniejszym narzędziem pozwalającym zrozumieć otaczający świat i skutecznie w nim się poruszać niż, połączone nawet, siły wszystkich komputerów.
Obrona tego stanowiska jest zasadniczym celem tej publikacji. Tym niemniej podbudowanie humanistycznej wiary w wyjątkowość człowieka nie jest jedyną korzyścią jaką wyniesiemy z lektury.
Narodziny internetu i sieci dokonały przełomu, który można porównać do wynalezienia prasy drukarskiej. Dopiero teraz zaczynamy pojmować ogrom wpływu, jaki będzie on miał nie tylko na pojedynczych ludzi, ale i na całą ludzkość. Co się jednak stanie, gdy w pewnym momencie zjawisko przekroczy próg krytyczny, a wyłaniająca się z niego nowa jakość poznania - inteligencja otwarta uzyska całkowitą autonomię.
Autor jest profesorem romanistyki i dyrektorem programu Mc Luhana na Uniwersytecie w Toronto. Bliski, wieloletni współpracownik Mc Luhana, uważany jest za jego ucznia. Książka ta nawiązuje do pytań sformułowanych we wcześniej pracy de Kerckhove'a: Powłoka kultury.
Omawiana pozycja mieści się zdecydowanie w nurcie popularyzatorsko - wizjonerskim. Jeśli wszystko można przekształcić w elektroniczne bity, co wyznacza teraz granice naszego świata i co określa naszą indywidualną tożsamość? Jeżeli rzeczywiście praca milionów ludzi w sieci powoła do życia nowy, nieznany dotąd fenomen - inteligencję otwartą, czy stary, filozoficzny problem stosunku materii do ducha nie powinie n być postawiony po nowemu?
Dla autora nie ma rzeczy, które skoro dały się już pomyśleć byłyby w stanie na dłuższą metę opierać się technologii. Jesteśmy więc zasypywani wręcz opisami fantastycznych pomysłów i wynalazków. Dla czytelnika nie gustującego w tego stylu pisarstwie, może to być pewien kłopot. Sama jednak idea inteligencji otwartej jaka narodzić się ma w wyniku ludzkich działań w światowej sieci wydaje się warta przemyślenia. Książka zaś z pewnością warta jest uwagi jako reprezentantka pewnego gatunku pisania o nowych technologiach cyfrowych.

A oto najważniejsze zagadnienia poruszane w książce:

Pierwsza na naszym rynku pozycja próbująca zmierzyć się z problemem opisania - z psychologicznego punktu widzenia - ludzkich zachowań w nowym środowisku jakim jest dla człowieka internet. Jak nas zmienia to medium? Czy staniemy się archipelagiem jednoosobowych wysepek? Czym różnią się nasze działania podejmowane w świecie rzeczywistym i wirtualnym? Czy w sieci szukamy możliwości wyładowania frustracji nagromadzonych w realnym życiu czy raczej pomocy, by problemy te rozwiązać.
Jedne z najbardziej frapujących pytań stawianych przez autorkę dotyczą tego czy i na ile zależności stwierdzane przez psychologię społeczną rozciągnąć można na środowisko internetu. Ponownie musimy przemyśleć powszechnie znane eksperymenty nad konformizmem, zachowaniami agresynymi czy różnicami pomiędzy płciami. Nie należy tu jednak oczekiwać uniwersalnych i do końca rozstrzygających odpowiedzi. Swoje argumenty znajdą zarówno ci, dla których sieć jest specyficznym miejscem z własnymi prawami czekającymi dopiero na odkrycie jak i ci którzy uważają, że zależności stwierdzane w laboratoriach psychologów ekperymentalnych nie przestają obowiązywać zaraz po naszym zalogowaniu się do sieci.
Książka składa się z dwunastu rozdziałów, z których każdy koncentruje się na innym aspekcie naszych zachowań w sieci. Wymieńmy niektóre z nich:Książkę tę warto plecić przede wszystkim tym internautom, którzy dotychczas skupiając się niemal wyłącznie na technicznych czy informacyjnych aspektach sieci, nie dostrzegali psychologicznych konsekwencji jakie dla człowieka będzie miał gwałtowny rozwój nowego medium. Nieco zawiedzeni mogą być ci spośród czytelników, którzy zasugerowani tytułem, oczekiwali raczej systematycznego wykładu z wyłaniającej się na naszych oczach subdyscypliny psychologii.
Celem tego opracowania jest przedstawienie tworzącego się na naszych oczach społeczeństwa informacyjnego i jego głównych bohaterów - mediów elektronicznych, z perspektywy wartości jakie kreują te media, możliwości umiejętnego ich wykorzystania oraz zagrożeń jakie stwarzają. Praca częściowo opiera się na badaniach diagnostycznych prowadzonych w Zakładzie Pedagogiki Medialnej UŚ w Katowicach.
Obok ogólnych zagadnień dotyczących społeczeństwa informacyjnego i problematyki starszych mediów elektronicznych jak radio czy telewizja oraz wpływie reklamy na nasze życie, znajdziemy tu rozdziały poświęcone nowoczesnym technologiom. I tak w rozdziale 7 pt.: "Społeczne znaczenie internetu" odnaleźć można krótka jego historię, opis różnorodnych możliwości i zastosowań oraz sporą liczbę ciekawych danych ilościowych obrazujących rozwój nowych technologii w kraju i na świecie. Osobny podrozdzial poświęcony jest ciemnej stronie sieci.
W rozdziale ósmym z kolei autor przedstawia zagadnienia rzeczywistości wirtualnej koncentrując się na opisie jej zastosowań w nauce, technice, edukacji i rozrywce oraz wskazaniu potencjalnych zagrożeń płynących ze zbytniego zaangażowania się w virtual reality. Ciekawe informacje znajdziemy również w rozdziale poświęconym dynamicznemu rozwojowi telefonii komórkowej.
Książkę tę warto polecić tym wszystkim, którzy chcieliby się przyjrzeć nowym technologiom takim jak internet z szerszej perspektywy społeczeństwa informacyjnego i ich relacji z innymi mediami. Najbardziej zadowoleni będą zaś poszukiwacze argumentów za zgubnym bądź zbawiennym skutkiem gwałtownego rozwoju nowych technik informacyjnych.
Książka poświęcona jest zagadnieniu miejsca i roli komunikacji werbalnej w zmieniającym się bardzo dynamicznie układzie komunikacyjno-kulturowym, w którym coraz większą rolę odgrywa obraz i nowe technologie informatyczne. Okazuje się, że w dobie Internetu i telewizji cyfrowej przekaz słowny nie traci na znaczeniu - zmieniają się jednak zasadniczo strategie użycia słowa.
Autor zaczyna swoje rozważania wokół kategorii oralność i pismienność i sposobów w jaki wyznaczały one własciwe dla siebie kultury. Korzysta z dorobku np W. Onga, twórcy pojęcia wtórnej oralności. Przejście od kultur oralnych do piśmiennych, szczególnie zaś do powszechnego druku spowodowało odejście od świata dźwięków, bezpośredniej i spontanicznej komunikacji na rzecz linearnej i usystematyzowanej opowieści. Wtórna oralność jest zapoczątkowana przez pojawienie się mediów elektronicznych, nie można jej jednak traktować jako prostego powrotu do pierwotnej oralności, to raczej rozszerzenie pismienności.
Wśród ważniejszych propozycji teoretycznych przywoływanych przez autora wymienić można:
E. Wilk nie poprzestaje na przedstawieniu różnorodnych ujęć tego co dzieje się z językiem w epoce mediów elektronicznych. Przyglądamy się wraz z nim komunikacji za pośrednictwem IRC-ów, gier typu MUD, a także popularnych talk showów i prywatnych stron domowych. Nie koncentruje się też tylko na kwestiach ważnych dla językonawców, podejmując np. problematykę tożsamości tworzonej przez nowe metody komunikowania się czy też gender w mediach elektronicznych.
Niewielką tą książeczkę warto polecić wszystkim, zainteresowanym pogłębioną ale nie czystao akademicką dyskusją nad miejscem i rolą komunikacji werbalnej w świecie zdobywanym przez nowe technologie. Zwraca uwagę bogata bibliografia i klarowny styl. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla badaczy komunikacji i lingwistów ale i socjologów czy antropologów.
Książka pokazuje jak można wiele osiągnąć w grze politycznej mając do dyspozycji modem i chęć walki. Autorka opisuje zagadnienie obiektywnie, tłumaczy jak dotrzeć do informacji zawartych w internecie oraz pokazuje sprawdzone strategie pozwalające wpływać na władze każdego szczebla. Tyle Wydawnictwo MIKOM.
Zdaniem autorki wszystko zaczęło się 18 października 1994 roku. Tego dnia grupa entuzjastów internetu pod nazwą Przedsięwzięcie na Rzecz Elektronicznej Demokracji zorganizowała pierwszą w dziejach internetu debatę między kandydatami do fotela w senacie USA. Książka napisana u samych początków polityki w sieci, czyli w czasach, gdy całkiem poważnie pytano: Czy internet nie jest takim cb-radio lat 90-tych. Zawiera masę przykładów praktycznego wykorzystania internetu w działalności politycznej. Poza popularyzowaniem ma również ambicję być przewodnikiem dla tych, którzy sami chcieliby taką działalność podjąć w sieci.
Jest to kolejna pozycja z nurtu popularyzowania internetu. Książka jest świetnym źródłem pokazującym zapał wizjonerów nowej polityki z pierwszych lat istnienia www. Dziś, a minęło 6 lat, wiele rzeczy razi swoją "archaicznością". Sama autorka, będąc tego zapewne świadoma, dała do jednego z rozdziałów motto: "W przyszłości komputery mogą ważyć nie więcej niż półtorej tony. Magazyn Popular Mechanics, 1949".